Z jakim wynikiem książkowym kończycie marzec? Trafiły się Wam jakieś perełki? A może jakieś książki wybitnie Was zawiodły?
W marcu udało mi się przeczytać 6 książek, co uważam za niezły wynik. Natrafiłam na same pozycje, które mi się podobały. No może z jednym małym wyjątkiem. Silvercloak nie jest złą książką. Jest bardzo przeciętną pozycją, która nie sprostała moim oczekiwaniom.
Poznajcie świat, w którym magia czerpie z rozkoszy i bólu. W tym właśnie świecie Saffron Killoran szykuje się do ukończenia elitarnej szkoły, która pozwoli wstąpić jej w szeregi Zakonu Srebrnej Peleryny. Organizacji, która stoi na straży prawa i porządku. Celem Saff od dziecka była zemsta na przedstawicielach gangu Krwawego Księżyca, który zabił jej rodziców. I teraz natrafia się ku temu okazja. Saffron ma zinfiltrować organizację od środka i pomóc w jej obaleniu.
I musicie przyznać, że sam ten opis brzmi bardzo ciekawie. Faktycznie świat i system magiczny mnie nie zawiodły. Oba elementy są ciekawe, dość oryginalne i świeże. A cała reszta jest po prostu poprawna.
Nie do końca polubiłam się ze stylem autorki. I czułam pewien zgrzyt. Z jednej strony dostajemy książkę dla dorosłych, miejscami bardzo brutalną, krwawą i pikantną, a z drugiej wszystko to jest opisane w sposób, który jest przeznaczony dla młodszego czytelnika. Pojawiają się kolejne powtórzenia i tłumaczenie wielu decyzji, które przy literaturze dla dorosłych są niepotrzebne.
Miałam też spory problem z wątkiem miłosnym. Czułam, że jest on wymuszony i trudno mi było wciągnąć się w niego na tyle, by zaczęło mi zależeć na relacji bohaterów.
Czy sięgnę po kontynuację? Nie wiem. Z jednej strony zakończenie Silvercloak mnie zaintrygowało i pojawiło się kilka wątków, które wymagają domknięcia. Ale też mam świadomość, że jest mnóstwo innych książek, które chce przeczytać i nie wiem czy chce tracić czas na historie, które są przeciętne.


