Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 lipca 2017

Prawdziwe do bólu "Luonto" Melissy Darwood


Zostaliśmy stworzeni jako ostatni, a chcemy być pierwsi. Myślimy, że jesteśmy panami świata, a zapominamy o tym, że jesteśmy zależni od Matki Natury. Za każdym razem, kiedy ma miejsce jakaś katastrofa naturalna, wszyscy jesteśmy przerażeni. A zapominamy, że w większości przypadków, to my jesteśmy odpowiedzialni za nie. Jakbyśmy zadawali powolną i bolesną śmierć naszej ofierze, Ziemi. A ofiara czeka, by wziąć odwet...

wtorek, 18 kwietnia 2017

Kocha się aż do "Ostatniego tchnienia" Jennifer L. Armentrout


Najtrudniej pisać recenzje książek, które kończą duologie, trylogie czy serie. Nikt nie chce spoilerować. Zadanie jest utrudnione, kiedy książka jest jedną z naszych ulubionych. No to spróbujmy!

czwartek, 15 września 2016

Demon czy gargulec? - Jennifer L. Armentrout "Dark Elements. Tom 1. Ognisty pocałunek"

Chcę zacząć tę recenzję od stwierdzenia, że kocham Jennifer L. Armentrout. Przyznam się, że było to moje pierwsze spotkanie z jej twórczością, tak wiem wstyd, że jeszcze nie przeczytałam serii Lux. Ta książka była dla mnie niczym przyjaciółka, z którą się śmiałam, przeżywałam chwile grozy i płakałam. Od dzisiaj zostałam fanką tej autorki. Wy też powinniście!

czwartek, 12 maja 2016

Magdalena Witkiewicz i Natasza Socha "Awaria małżeńska"

Jednego bowiem nie można kobietom odmówić - potrafią tak skołować przeciwnika, że koniec końców, samo dochodzi do wniosku, iż jest skończoną świnią.
Każda kobieta chciałaby być idealna. Być świetną, żoną, matką, kochanką, a w domu praczką, sprzątaczką, kucharką... Od zawsze czujemy ogromnie silną potrzebę bycia najlepszymi i nie zastąpionymi we wszystkim. I takie właśnie są Ewelina oraz Justyna. Ich pierwsze spotkanie pozostawia wiele do życzenia...
Wszyscy wiemy, że w przyrodzie nic nie ginie. I tak przez kota, który wbiegł na ulicę kierowca autobusu zahamował, a one na siebie wpadły i obie się połamały. Trafiły do tego samego szpitala, na jeden oddział. Justyna ze złamaną nogą, a Ewelina ręką. Obie pani mają dwójkę dzieci, którymi nie mogą się zajmować z oczywistych względów. A więc całe rodzicielstwo spada na ojców. I tu się właśnie zaczyna problem...
Sebastian, mąż Eweliny, nigdy dziećmi się nie zajmował. Z zawodu był inżynierem, który ceni sobie spokój, równowagę i ciszę. Kiedy przyjdzie do domu dziwi się dlaczego żona jeszcze nie posprzątała, nie rozumie słów Eweliny o włączeniu się w wychowywanie potomków. Ostatnimi czasy zaczęło się między nimi psuć i Sebastian został wyrzucony z domu.
- Temperaturę mierzyłeś?

- Tak - westchnął. - Mam gorączkę. Trzydzieści sześć i dziewięć.

Ewelina westchnęła. Wiedziała nie od dziś, że mężczyzna nie choruje - on walczy o życie. Zwłaszcza z taką temperaturą.
Mateusz, mąż Justyny, pracuje jako tłumacz. On musi mieć ciszę i spokój, skupić się  trzeba, a tłumaczenia łatwe nie są. Dzieci? Owszem dzieci są, podobno dobrze się uczą, a no i nie sprawiają większego kłopotu. A jaki adres ma szkoła córki? Tego Mateusz już nie wie. Przecież od tego jest żona, a jemu nic do tego. 
Nie miał nic przeciwko teściowej (i wzajemnie), ale im rzadziej się widywali, tym lepsze panowały między nimi stosunki. Całkowity brak spotkań oznaczał wręcz sielankę. Żadnej okazji, by się pokłócić lub nawzajem wyprowadzić z równowagi.
Obaj panowie staną przed ważną życiową próbą. Zarówno jeden, jak i drugi od nowa nauczą się zajmowania nie tylko dziećmi, ale również całym domem. W ich mniemaniu dzieci to aniołki, zajmowanie się nimi to nie problem, a wszystkie czynności przecież robią wróżki. Ach... Jaka ta rzeczywistość jest okrutna. Okazuje się, że wszystko to powinno być jakąś olimpijską dyscypliną sportową. Od teraz trzeba pamiętać, że dzieci trzeba odebrać ze szkoły, nakarmić, pomóc przy lekcjach, pobawić się, ogarnąć dom, a później człowiek jest naprawdę padnięty. Jedyna myśl w głowie: "Żono wracaj!".

Z czystym sercem muszę Wam powiedzieć, że ta książka jest naprawdę świetnie napisana.
Macie wrażenie, że napisała to jedna osoba, a nie dwie. Jest to naprawdę fenomen. Cieszę się, że trafiłam na tę książkę. Na pewno nie jest to ambitna literatura, na pewno wiele się dzieje, ale główna akcja skupia się wokół jednego, dlatego jest to kolejna książka, która nie zadowoli ambitnych czytelników, którzy uważają, że literatura musi być ambitna. Ja uważam, że odmóżdżacze też są potrzebne! Przez tę książkę przemawia ogromny humor przy którym nie da się po prostu nie roześmiać! Recenzja krótka, bo i nie ma co za długo mówić. To po prostu trzeba przeczytać i poznać na własnej skórze!


Książka przeczytana w ramach wyzwania KLUCZNIK 2016

Dominika

środa, 20 kwietnia 2016

Magdalena Witkiewicz "Ballada o ciotce Matyldzie"

...metoda "po trupach do celu" nie popłaca.Bo w końcu możesz sama zostać z tymi trupami,po których deptałaś.A to niezbyt przyjemne...
Przyjazna, starsza pani, pogodzona ze starością, zgadzająca się na wszystko. Zaraz,
zaraz. Coś pokręciłam. Ciotka Matylda faktycznie jest w sile wieku, ale na pewno nie da sobie w kaszę dmuchać. Jest rezolutna, żywa, otwarta na świat, dająca dobre rady. To cała ona. Swoim uśmiechem potrafi sobie zrównać każdego. Lubi pić herbatkę z prądem, choć czasem tego prądu jest więcej niż herbatki i wręcz uwielbia palić swoje cienkie, mentolowe papierosy. O czymś zapomniałam? A tak... Nadzwyczaj kocha swoją Joankę i swoją kocicę, Frędzla, do tego stopnia, że zaznaczyła, że kiedy umrze zabierze kotkę ze sobą. A Joanka? No właśnie, Joanna jest w ciąży. I tak kiedy jedna Matylda umiera, druga się rodzi.
Być dobrym człowiekiem, Joanko, wcale nie jest tak trudno (...) Czasem po prostu wystarczy się uśmiechnąć, gdy przechodzisz obok kogoś smutnego. Wiesz, by dobrym, to po prostu mieć oczy i uszy otwarte. Na cały świat. A przede wszystkim na najbliższych.
Joanna Kownacka wychodząc za mąż nie wyobrażała sobie, że jej życia się tak właśnie potoczy. Joanka jest ciąży, tylko że w tak ważnym dla niej okresie życia nie ma przy niej męża. Wyjechał oglądać i badać sobie nunataki gdzieś na Grenlandię, kiedy ona przechodzi przez wahania nastrojów i generalnie wszystkie najgorsze rzeczy w tym stanie. Wreszcie rodzi dziecko, ale nawet wtedy męża ani widu ani słychu. Ten dzień dla Joanny na zawsze pozostanie w pamięci jako słodko-gorzki. Słodki, ponieważ oto urodziło się jej upragnione dziecko, a z drugiej oto jej ukochana ciotka Matylda postanawia sobie zejść z tego świata. Ale starsza pani nie zostawi swojej Joanki bez opieki. O to. to nie! Nawet po śmierci będzie w nie ingerować. I tak oto w życiu naszej bohaterki z małą Matyldą pojawiają się Oluś i  Przemcio. Dwójka braci, osiłków z czarnym bmw, prowadzących dość ciekawy biznes. Jak się okazuje to nieszkodliwi i kochający ludzie, którzy znali się z ciotką Matyldą od dzieciństwa. Ba, to nawet ona pomogła im w rozwijaniu biznesu, a ten jest osobliwy. Bracia prowadzą sklep... dla dorosłych, a po śmierci ciotki to ona ma 20% udziałów w firmie!
Dzieci,pijacy i psy po prostu wyczuwają dobrego człowieka.
Oto przed Wami książka, która pocieszy, rozbawi, wzruszy... niczym
najlepsza przyjaciółka. Jest to kolejna już recenzja książki Magdaleny Witkiewicz, ale mogę zapewnić, że nie ostatnia. Jest to lekka, przyjemna książka, którą czyta się w zatrważającym tempie. Nowa szata graficzna jest piękna i z daleka przyciąga uwagę. Pozytywnym plusem są retrospekcje, listy Joanny do ciotki Matyldy sprzed kilku lat, co sprawnie łączy całość i świetnie się komponuje. Bohaterki, jak zresztą zawsze, są przedstawione bardzo realnie co jest wielką zaletą. Komu polecam tą książkę? Wszystkim kobietom. I tym trochę starszym, i tym trochę młodszym, które chcą się oderwać od swoich problemów dnia codziennego, a przecież wszyscy wiemy, że najlepszą metodą oderwania się od swoich problemów jest zagłębienie się w czyjeś problemy :) A więc do dzieła, czytajmy! 



Książka przeczytana w ramach wyzwania CZTERY PORY ROKU oraz KLUCZNIK 2016 

Dominika

środa, 6 kwietnia 2016

Magdalena Witkiewicz "Po prostu bądź"

Chodzi o to, by robić to o czym marzysz. Bo jeżeli umiesz marzyć, to jest już połowa sukcesu. Czy wiesz, że nieszczęśliwi ludzie nie mają marzeń? Żyją z dnia na dzień i biernie przyjmują to, co szykuje dla nich los. Jeżeli nie mają przy swoim boku nikogo, kto ich pokieruje we właściwą stronę, mogą bardzo źle skończyć... Dlatego, jeżeli kiedyś obudzisz się i zobaczysz, że nie masz już marzeń, to sobie szukaj przyjaciela...
Paulina Butkiewicz pewnego dnia postawiła na swoim. Była trzecim dzieckiem
urodzonym, kiedy jej rodzice nie byli już młodzi. To ona miała przejąć po nich gospodarkę, kiedy jej siostry mogły zdecydować o swoim losie. Jedna z nich poślubiła miejscowego pijaka i ma z nim gromadkę dzieci, a druga wyjechała do Irlandii. Wszyscy mieli dla Pauliny idealny plan na życie i owszem na początku zgadzała się z nim, ale potem postanowiła iść na studia. Dostaje się na architekturę, wyjeżdża do Gdańska, ale za postawienie na swoim Pola musi płacić wysoką cenę. Jej rodzina nie chce jej znać. Jedyną szansą opłacenia studiów jest stypendium naukowe, dlatego też dziewczyna mocno na nie pracuje. 
Dlaczego tak bardzo boimy się w otwarty sposób mówić o uczuciach? Nie zdradzamy, co nas boli. Nawet przed tymi, których kochamy. A przecież chyba zależy nam na sobie? Zapominamy, że słowa nie służą tylko temu, by ranić. Są po to, by nas jeszcze bardziej do siebie zbliżać. By pomóc rozwiązać konflikty i nieporozumienia. Często zasypiamy przytuleni do niedopowiedzeń. Nie dbamy o to, by rozplątać negatywne emocje. Brak czasu, brak ochoty, brak zrozumienia. Czy to ma sens? Żadnego.
Ale pewnego dnia spotyka swojego wykładowcę, Aleksandra Dembskiego, który na zawsze zmienił jej życie. Starszy mężczyzna ją fascynuję, jak się okazuje z wzajemnością. Między nimi zaczyna rodzić się miłość, najpierw trochę nieśmiała, zakazana, ale później gwałtowna i otwarta. Są razem szczęśliwi, a Pola, jak się okazuje jest w ciąży. Ich życie jest prawdziwą sielanką, idyllą. A wtedy, w najmniej oczekiwanym momencie na Paulinę spada ogromny cios. Los odbiera jej to, co dla niej najważniejsze. Oto zostaje sama, w ciąży, z ogromnym kredytem.... ale nie zapominajmy o przyjacielu, który zawsze jest gotowy pomóc. Pola pogrąża się w swojej rozpaczy, żyje tylko dla dziecka, które nosi w sobie. A Łukasz, stoi obok, czeka, pomaga, rozumie, aż wreszcie nie wytrzymuje. Proponuje pewien układ. Pola weźmie z nim ślub, bez większych zobowiązań. Przecież dziecko będzie potrzebowało ojca, Paulina pomocy w kredycie, ale i w życiu codziennym, a on tego bardzo chce, i nie ma z tym najmniejszego problemu. Pod tą całą umową kryją się uczucia Łukasza do kobiety, które narodziły się, kiedy jeszcze żył Aleksander. Ale przecież on nie ma prawa nic do niej czuć, dlatego nic o tym nie wspomina nikomu, ma nadzieję, że z czasem jego uczucia osłabną. Czy Pola zgodzi się na pomysł Łukasza? Jeśli ta, to czy aby na pewno taki układ ma szansę bytu?
Najtrudniejsze to chyba być z kimś szczęśliwym do końca swoich dni. Fajnie byłoby mieć mapę z zaznaczonym miejscem, gdzie leży szczęście. Człowiek musi się bardzo namęczyć, by je znaleźć na mapie życia. By wybrać właściwą drogę, minąć bagno łez, rozpaczy, przekopać się przez kamienie problemów i znaleźć przydrożną tabliczkę z napisem: "Szczęście". W życiu nie ma GPS-a, który w momencie, gdy obierzemy niewłaściwą drogę, powie nam: "Zawróć, gdy to tylko możliwe".
Magdalena Witkiewicz po raz kolejny udowadnia, że nie bez powodu nazywana jest jedną z najlepszych polskich pisarek. Autorka funduje nam prawdziwy emocjonalny rollercoaster. Raz będziemy przeżywać pierwszą prawdziwą miłość Poli i czuć motyle w brzuchu, a za chwilę będziemy razem z bohaterką tonąć w morzu rozpaczy po stracie ukochanego. Książka zgodnie z rekomendacją na okładce jest jedną z najpiękniejszych czytanych przeze mnie książek o miłości. W piękny sposób opisany jest prawdziwy portret psychologiczny osoby cierpiącej. Razem z Polą przechodzimy przez wszystkie etapy depresji. Musicie być świadomi, że jeżeli zdecydujecie się sięgnąć po tą książkę spotkacie się z przemożną chęcią nie odkładania jej już nigdy. Historia opisana jest naprawdę realistycznie, bez zbędnych ozdobników. Natomiast okładka, mimo że minimalistyczna skradła moje serce. Jeżeli wcześniej nie byłam fanką Magdaleny Witkiewicz (może nie byłam jakąś ogromną fanką, ale po "Moralności Pani Piontek" zaczęłam się powoli przekonywać) , to teraz będę stuprocentową.

Książka przeczytana w ramach wyzwania KLUCZNIK 2016 oraz CZTERY PORY ROKU
Dominika


wtorek, 9 lutego 2016

Liliana Fabisińska "Śnieżynki"


Dziennie na swojej drodze spotykamy dziesiątki różnych ludzi. Czasami zwracamy na niektóre osoby większą uwagę niż normalnie. Za sprawą ubioru, wyglądu, zachowania zapadają nam na jakiś czas w pamięć po to, by opuścić ją za jakiś czas. Zdarza się, że niektórych nieznajomych widzimy parę razy w życiu zupełnie o tym nie wiedząc. Tak też było z naszymi bohaterkami.
Dagmara Lur to kobieta sukcesu. Najbardziej rozpoznawalna kontra fagocistka w kraju z wymarzonym mężem u boku, oddana do końca pracy. Z mężem połączyła ich namiętność i zrozumienie. Przyszłość ma do końca zaplanowana, jednak nie znalazła tam miejsca dla dziecka. Przychodzi jednak moment, kiedy postanowiła wprowadzić projekt "Dziecko". Udają się do Kliniki Leczenia Niepłodności na badania, chociaż nawet nie zaczęli się starać o potomka. Okazują się mieć pewne problemy, a Dagmarę coraz bardziej pochłania chęć posiadania dziecka.
Monika Matczak to typowa polka, nie żyje wystawnie, dba o dom i męża. Jest znienawidzona przez swoją teściową, która uważa Monikę za leniwą kobietę, która wydaje pieniądze męża na głupoty. Dodatkowo niechęć nasila się, kiedy teściowa nie może doczekać się wnuczków. Nikt jednak nie wie, że razem z mężem Monika bezskutecznie stara się o dziecko. Mateusz jest jednak gorliwym katolikiem i nigdy nie pozwoli na ingerencję lekarzy. Udają się do Kliniki Leczenia Niepłodności. Czekają na cud.

Dwie pary spotykają się w jednym miejscu. Łączy ich marzenie o dziecku. Cztery różne osoby, z zupełnie odmiennych światów w obliczu ciężkiej walki okazują się sobie równe. Tak rodzi się przyjaźń. Chociaż na każdej przyjaźni pojawia się jakaś rysa. Tylko od nas zależy, czy będzie się ona powiększać, czy pęknie na zawsze, bezpowrotnie. 

Liliana Fabisińska pokazała jak ważne dla wielu ludzi są śnieżynki, zarodki, które mogą spełnić marzenie o dziecku. Książka nie została za bardzo poprowadzona w kierunku medycznym i to bardzo dobrze. Mieliśmy okazję towarzyszyć parom w ich trudnej drodze, zobaczyć ich przemianę, poznać najskrytsze myśli, targające nimi uczucia i rozterki. Książka jest naprawdę wciągająca, dość trudny temat został ubrany w proste i trafiające do każdego słowa. Od powieści trudno się oderwać, a przez całą lekturę w głowie kołacze się jedno pytanie. Co ja zrobiłabym na ich miejscu?